2.07.2026
Zeuhl nie sposób wyobrazić sobie bez orkiestry Christiana Vandera. Wraz z „1001° Centigrades” zaczyna się najbardziej tłusty artystycznie okres w historii bandu. Niniejszy tekst jest próbą nakreślenia estetycznej ewolucji zespołu w jego wczesnym okresie działalności.
Zanim zespół przystąpił do rejestracji drugiego albumu doszło do kolejnych zmian personalnych. Ważne okazało się odejście gitarzysty, Claude'a Engela. Vander i spółka postanowili nie zatrudniać jego następcy, co znacząco wpłynęło na brzmienie nowego materiału. Saksofonista Richard Raux i trębacz Alain Charlery zostali zastąpieni przez kolegów po fachu, odpowiednio byli to: Yochk'o Seffer i Louis Toesca. Podobnie jak w przypadku debiutu, kolejna płyta w dyskografii zespołu funkcjonuje pod różnymi tytułami. W 1971 roku oryginalnie nosiła tytuł „Magma 2”, później bardziej znana była jako „1001° Centigrades” (począwszy od reedycji z 1973 roku). Nie inaczej jest w przypadku okładek.
„1001° Centigrades” zaczyna się w momencie, gdy Kobaïanie przybywają na Ziemię i starają się propagować swoje idee. Szybko popadają jednak w konflikt z przywódcami politycznymi, co kończy się ich uwięzieniem. Kobaïanie na wieść o uwięzieniu ich pobratymców wysyłają ekspedycję ratunkową. Sytuacja się zaostrza. Realna staje się wojna międzyplanetarna. Ziemianie, zdając sobie sprawę, że rywale mają zdecydowaną przewagę technologiczną, ustępują. Kobaïanie powracają z uwolnionymi towarzyszami na swoją planetę. Grupa Ziemian, która kontaktowała się z Kobaïanami, postanawia zachować i pielęgnować ich naukę, licząc na to, że wpłynie to pozytywnie na przyszłe losy Ziemi.
„1001° Centigrades” jest świadectwem wzmożonego zainteresowania bardziej rozbudowaną formą wypowiedzi. Na album trafiły tylko trzy utwory. Stronę A wydania analogowego w całości wypełniła niespełna 22-minutowa kompozycja Christiana Vandera, „Rïah Sahïltaahk”. Z kolei stronę B zagospodarowali przedstawiciele „frakcji jazzowej”: Teddy Lasry - „’Iss’ Lanseï Doïa” i François Cahen - „Ki Ïahl Ö Lïahk”. Tym razem nie ma już żadnych wątpliwości. Magma objawiła się w swoim dojrzałym wcieleniu. Wszystkie kompozycje, które trafiły na album, zachwycają bogactwem pomysłów. Ingrediencje muzyczne zostały zestawione w przemyślany sposób, narracja jest logiczna i konsekwentna. Tym razem zespół w bardziej umiejętny sposób podkreślił walory dramaturgiczne – stopniowanie napięcia, kulminacje, odprężenia. Podobać mogą się zarówno fragmenty dynamiczne, jak i bardziej wyciszone. Nie ma grania na czas, artyści nadmiernie nie epatują wirtuozerią techniczną, dzięki temu muzyka jest treściwa.
Cały album prezentuje równy, bardzo wysoki poziom. Debiut miejscami był dość eklektyczny, co nie zawsze pozytywnie wpływa na kształt całości. Istotny jest umiar i właściwy dobór środków. Pod względem wykonawczym nowe wydawnictwo jest kolejnym krokiem naprzód. Podobać mogą się brawurowe partie instrumentalne. Uwagę zwraca przemyślana instrumentacja. Dobrym przykładem niech będą partie instrumentów dętych w „’Iss’ Lanseï Doïa” i „Ki Ïahl Ö Lïahk”. Na słowa uznania zasłużył lider projektu. Zarówno w sferze kompozytorskiej (przepyszny „Rïah Sahïltaahk”), jak i czysto wykonawczej zrobił wyraźny krok do przodu. Jego gra na perkusji jest bardziej urozmaicona i dojrzała. Pojawiają się intrygujące rozwiązania strukturalne – przeróżne podziały rytmiczne, elementy polirytmii i polimetrii, ponadto zauważalny jest większy nacisk na eksploracje w sferze kolorystycznej.
Podobnie jest w przypadku gry François Cahena, który potrafi w intrygujący sposób tworzyć zarówno gęste tekstury, lśniące różnymi barwami, jak i delikatne, eteryczne plamy dźwiękowe. Wyraźne lepiej niż na debiucie wypadają partie wokalne. Klaus Blasquiz objawia się jako dojrzały wokalista, który jest na najlepszej drodze do wykreowania wielce specyficznej formuły przekazu. Na kolejnym albumie wraz ze Stellą Vander stworzą doskonale uzupełniający się duet, wspomagany przez innych śpiewaków. Zmianie ulega faktura brzmieniowa. Znika gitara, pojawia się klarnet basowy i elektryczny fortepian. Istotną rolę odgrywają instrumenty dęte. Muzyka w wielu miejscach mocno grawituje w stronę jazz-rocka. Najistotniejsze jest jednak to, że zawsze ma silną tożsamość stylistyczną. Na „1001° Centigrades” wykształca się bowiem dojrzała forma zeuhl, która na następnych płytach będzie w rozmaity sposób modyfikowana i poszerzana („Mëkanïk Dëstruktïẁ Kömmandöh”, „Ẁurdah Ïtah”, „Köhntarkösz”).
Mocną stroną „1001° Centigrades” jest to, że znakomicie udało się wyważyć proporcje między partiami instrumentalnymi i wokalnymi. Na innych płytach Magmy różnie z tym bywało, nawet w przypadku tych najbardziej znaczących (vide „Mëkanïk Dëstruktïẁ Kömmandöh”). Nowy album jest bardzo spójny pod względem stylistycznym. Żadną miarą nie ma się wrażenia, że jest to chaotyczna mozaika różnych stylów i konwencji. Zapewne jest to związane z tym, że jest bardziej przemyślany i dopracowany od debiutu. Istotne jest również to, że udało się wykształcić wysoce zindywidualizowany model muzykowania. Nie znaczy to, że nie słychać na nim żadnych wpływów. Pojawiają się choćby echa fascynacji twórczością Franka Zappy, dokładnie jego bardziej ujazzowionymi kompozycjami z „Uncle Meat” (1969) i „Hot Rats” (1969). Dobrym przykładem w tym względzie są „’Iss’ Lanseï Doïa” i „Ki Ïahl Ö Lïahk” (aranżacje niektórych partii dęciaków, specyficzny język harmoniczny).
Summa summarum – na wielu poziomach muzycznego przekazu drugi album Magmy był świadectwem postępu. O ile debiut był „tylko” dobry, to „1001° Centigrades” jest wręcz znakomity. Wedle mojego przekonania, jest to jedno ze szczytowych osiągnięć zespołu. Długo można rozwodzić się nad jego zaletami. Powstała wyjątkowo szczęśliwa fuzja rocka progresywnego i jazzu nowoczesnego, okraszona elementami dwudziestowiecznej muzyki „poważnej”. A propos odniesień do różnych konwencji stylistycznych. Christian Vander, podobnie jak wielu innych muzyków, nie lubił szufladkowania muzyki. W wywiadach mówił wprost, że Magma żadną miarą nie jest częścią zjawiska znanego jako „rock progresywny”. Protestował również wtedy, gdy próbowano przykleić jej łatkę zespołu grającego jazz-rocka lub fusion. Owszem, czuł silny związek ze światem jazzu. Bliski był mu nie tylko free jazz (John Coltrane, Pharoah Sanders), ale także różne nurty jazzu elektrycznego (Tony Williams, Miles Davis, Weather Report, Mahavishnu Orchestra). Nie oznaczało to jednak, że chciał być z nimi w jakimkolwiek stopniu identyfikowany. Uważał, że styl Magmy, na tle innych wykonawców, jest niemożliwy do sklasyfikowania. Stąd pomysł na nową etykietkę - „zeuhl”. To właśnie ten enigmatyczny termin miał w pełni definiować nową muzykę bandu Vandera.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Magma - 1001° Centigrades (1971)
A1 Rïah Sahïltaahk (21:51)
B1 "Iss" Lanseï Doïa (11:45)
B2 Ki Ïahl Ö Lïahk (8:38)
Skład:
Christian Vander - perkusja, instrumenty perkusyjne, śpiew
Klaus Blasquiz - śpiew, instrumenty perkusyjne
Teddy Lasry - klarnet, saksofon, flet, śpiew
François Cahen - fortepian, elektryczny fortepian
Jeff Seffer - saksofon, klarnet basowy
Louis Toesca - trąbka
Francis Moze - gitara basowa

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz