15.06.2026
Noworomantyczne królestwo miało różne odcienie stylistyczne, dlatego należy wystrzegać się formułowania jednoznacznych ocen na jego temat. Tym bardziej, że poziom artystyczny jego przedstawicieli był bardzo zróżnicowany. Nie brakowało trzeciorzędnych epigonów, których muzyka mogła odstręczać swoją siermiężnością, czy też wręcz tandeciarstwem. Większość wykonawców była nad wyraz przeciętna, jednak to bynajmniej nie wszystko.
Gwoli sprawiedliwości, wymieńmy przykłady pozytywne. Bardzo przyzwoity poziom prezentował White Door, natomiast co najmniej dobry elita (Ultravox, Talk Talk, Depeche Mode). Skoro jesteśmy przy najbardziej znamienitych eksponentach, warto wspomnieć o intrygujących przykładach ich ewolucji stylistycznej. Droga twórcza Talk Talk była w latach 80. jednym z najbardziej spektakularnych przykładów na to, jak można konsekwentnie iść pod prąd, nie zważając na ówczesne trendy i oczekiwania fanów i, co najważniejsze, odnosić sukcesy artystyczne. Hollis i spółka coraz bardziej oddalali się od konwencjonalnego popu. Ich bezkompromisowe eksploracje z czasem zaowocowały wykształceniem jednego z pionierskich wariantów estetyki bliskiej późniejszemu post-rockowi. Transformacja stylistyczna Depeche Mode również jest godna uwagi – od mało oryginalnego, landrynkowatego popu do dojrzałego, zindywidualizowanego synthpopu, który stał się jednym z wzorcowych wyznaczników tej stylistyki w latach 80.
Mankamentem new romantic jest to, że pozostawił po sobie znikomą ilość wybitnych płyt i sztandarowych kompozycji. Wszelako warto docenić fakt, że powstało wtedy naprawdę sporo dobrych, a czasami wręcz znakomitych piosenek, które do dzisiaj cieszą nasze uszy. Niektóre są klejnotami muzyki popularnej lat 80. Wymieńmy choć kilka: „Vienna”, „I Remember (Death In The Afternoon)”, „Hymn”, „Visions In Blue”, „Have You Heard The News”, „The Party's Over”, „Never Never Comes”, „The Garden”. Jest to wartość, którą w całokształcie osiągnięć gatunku powinno się uwzględnić. New romantic nie wykreował wprawdzie wyrafinowanych poetów rocka, niemniej niektóre teksty, pomimo upływu czasu, nadal całkiem nieźle się bronią (np. „Blasphemous Rumours”).
W przypadku zarzutów dotyczących syntetycznego brzmienia, sprawę należałoby bardziej zniuansować. Wystarczy porównać nagrania z lat 1980-1982 i 1984-1986. W pierwszym okresie „nowi romantycy” zazwyczaj wykorzystywali jeszcze syntezatory analogowe (Yamaha CS-80, Yamaha SS-30, Oberheim OB-X, ARP Odyssey), taka była też technika rejestracji dźwięku. Postępujący proces szeroko pojętej digitalizacji (np. zapis dźwięku, wprowadzenie syntezatorów cyfrowych) sprawił, że sound siłą rzeczy stał się bardziej syntetyczny. Nie można również abstrahować od kreacji artystycznej. Twórcy zafascynowani dokonaniami Kraftwerk i Gary'ego Numana, świadomie chcieli wyeksponować w swojej muzyce rosnący wpływ postępu technologicznego na życie człowieka. Pamiętajmy również o tym, że owa syntetyczność nie każdemu jawiła się, jako coś z gruntu odstręczającego.
Aby być obiektywnym, trzeba przyznać, że niektóre rozwiązania były dość oryginalne i świeże. Umiejętne wykorzystanie zdobyczy najnowszych technologii i możliwości studia nagraniowego dawało czasami intrygujące rezultaty („Vienna”, „Rage In Eden”, „Construction Time Again”, „Some Great Reward”). Inspirujący był okres „przedromantyczny”, circa od 1978 roku do początku 1980, kiedy to różni wykonawcy nowofalowi eksperymentowali z syntezatorami (Gary Numan, John Foxx, The Human League). Ich wkład jest z pewnością godny uwagi.
À propos zarzutów dotyczących braku finezji i konwencjonalności języka muzycznego. Trzeba pamiętać o tym, że nie można od tego typu muzyki wymagać szczególnego wyrafinowania. Określona konwencja i stylistyka determinuje charakter twórczości. Ważne jest to, aby dany podmiot wykonawczy w obrębie swojego gatunku prezentował dobry poziom i , w miarę możliwości, był w stanie wygenerować wartość dodaną. Jestem zwolennikiem tezy - dobry pop jest na wagę złota. Choćby z tego względu, że dla wielu słuchaczy jest punktem wyjścia do muzycznych eksploracji.
W latach 80. new romantic często nie miał dobrej prasy. Dworowano sobie z wyglądu muzyków, mnożyły się zarzuty o brak dobrego smaku, zwracano uwagę na jego hedonistyczny i eskapistyczny charakter. W ciągu ostatnich kilkunastu lat zauważalna jest zmiana trendu. Przełomowa była pierwsza dekada XXI wieku, kiedy to pojawiła się moda na lata 80. Jaka była tego geneza? Jak zwykle w takim przypadku, to dość złożona kwestia, dlatego poprzestańmy na zasygnalizowaniu dwóch wątków. W XXI wieku coraz częściej eksponowane stanowiska zaczęli zajmować ludzie, których młodość przypadła na lata 80. Mając ku temu większe możliwości, mogli na różne sposoby propagować muzykę swojego pokolenia. Istotny w takim przypadku był również aspekt tożsamościowy i sentymentalny. Drugi wątek jest związany z szerszym horyzontem historycznym postrzegania problemu. New romantic na tle następujących po nim nurtów w muzyce popularnej, prezentuje się co najmniej przyzwoicie. Dotyczy to wszystkich trzech dekad. Piosenki Classix Nouveaux, OMD, White Door, czy też innych klasycznych przedstawicieli gatunku, mogą mieć różne mankamenty, wszelako niemałą niesprawiedliwością byłaby konstatacja, iż cierpią na brak wyrazistej linii melodycznej. Tymczasem, podkreślmy to z całą mocą, w muzyce popularnej melodia jest elementem absolutnie kluczowym. Słuchając niektórych nagrań współczesnego popu trudno nie odnieść wrażenia, że melodia zatraca się w słowotoku raperów i hip-hopowców.
Czy się to komuś podoba, czy nie, w latach 80. new romantic okazał się dość wpływowym nurtem. Był jednym z istotnych komponentów konstytuujących kształt i oblicze ówczesnego mainstreamu. Inspirował nie tylko liczne grono artystów młodej generacji, którzy z zapałem chwytali za syntezatory, ale także, w taki czy inny sposób, nieco starszych wykonawców. W tym ostatnim przypadku, aby być precyzyjnym, lepiej pasowałaby szersza formuła synthpopu. Zdarzały się, prawda że rzadko, zaskakująco udane przykłady fuzji „starego” z „nowym”. Dobrym przykładem może być mało znany album Eddie'ego Jobsona i jego formacji Zinc. „The Green Album” (1983) to intrygujący i, co ciekawe, zaskakująco bezkolizyjny ekstrakt rocka progresywnego à la schyłkowy U.K. i ejtisowych brzmień, czasami bliskich konwencji noworomantycznej. Odnosząc się do szerszej formuły - synthpop przeniknął do twórczości wielu znamienitych twórców, którzy swoje triumfy święcili w latach 60. i 70. Aby nie być gołosłownym, kilka przykładów: Jethro Tull - „Under Wraps” (1984), Paul McCartney - „Pipes Of Peace” (1983), ZZ Top - „Eliminator” (1983), Queen - „Hot Space” (1982, „Works” (1984), Elton John - „Too Low For Zero” (1983), Rod Stewart - „Camouflage” (1984), Starship - „Knee Deep In The Hoopla” (1985).
New romantic swoje złote czasy przeżywał w latach 1981-1983. Zarówno pod względem artystycznym, jak i komercyjnym, o czym świadczą notowania ówczesnych list przebojów. Rychło okazało się jednak, że nie będzie trwałym zjawiskiem na muzycznej scenie. Już w 1984 roku moda zaczęła stopniowo przemijać. W połowie lat 80. z wolna zaczął rozpływać się w synthpopowym oceanie dźwięków. Jak z dzisiejszej perspektywy możemy ocenić całokształt twórczości „nowych romantyków”? Istnieją różne narracje. Nie brakuje ocen skrajnych. Dla jednych była to epoka plastiku, kiczu i komercji, dla innych czasy świetnej muzyki rozrywkowej. Wystrzegałbym się nazbyt jaskrawych uogólnień, ponieważ zazwyczaj są mocno obciążone egocentrycznym podejściem do tematu. Dzisiaj, gdy new romantic nie wzbudza już tak ognistych polemik, możemy w bardziej pogłębiony i zniuansowany sposób ocenić jego dorobek. Świetnym weryfikatorem jest w takim przypadku czas, który pozwala bardziej precyzyjnie oddzielić zjawiska znaczące od marginalnych, autentyczne muzyczne perły od błyskotek świecących złudnym blaskiem. Niniejszy pięcioczęściowy tekst jest jednym z wariantów takiej rekapitulacji. Każdy z czytelników, który, w większym lub mniejszym stopniu, otarł się o noworomantyczny świat dźwięków, może we własnym zaciszu domowym pokusić się o sporządzenie autorskiego bilansu zysków i strat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz