16.04.2026
„Wind & Wuthering” (1976) trudno nazwać albumem przejściowym, gdyż zdecydowanie trzyma się jeszcze konwencji progresywnej. Mało tego, część krytyków muzycznych zarzucała grupie, że okopała się na swoich „progresywnych zasiekach” i zaczyna powielać stare pomysły. Głównie chodziło o nagrania z pierwszej strony płyty. Czy tak było w istocie? Do tematu powrócę w obszernym eseju poświęconym tej wybornej płycie.
EWOLUCJA CZY REWOLUCJA?
Wyraźną zmianę stylu, dodajmy - świadomą i konsekwentną, przyniósł dopiero następny album. „…and then there were three...”. Do tej samej kategorii należą również „Trespass” (1970) i „Abacab” (1981). Były to płyty, na których muzyka zespołu uległa największej transformacji. Najwyższy „wskaźnik rewolucyjności” zawiera oczywiście „Trespass”, jednak „...and then there were three...” postawiłbym tuż za nim. Od 1978 roku był to już inny zespół, grający dla innej publiczności. Rzecz jasna, na płycie można jeszcze znaleźć niemało elementów wspólnych z poprzednimi, jednak ewidentnie mamy do czynienia z istotną cezurą.
W momencie ukazania się „…and then there were three…” wywoływał sporo kontrowersji wśród starych fanów zespołu, którym nie podobało się odejście od wyszukanego stylu na rzecz flirtu z bardziej przystępną muzyką. W czasie grania na koncertach „Follow You Follow Me” zdarzały się nawet gwizdy. Były jednak zagłuszane przez entuzjazm znacznie liczniejszej grupy nowych fanów, którzy znali piosenkę z radia. Był to hicior nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale nawet w Brazylii. W Stanach Zjednoczonych nie było już tak dobrze, jednak i tam grono fanów rosło w szybkim tempie.
W gruncie rzeczy na „…and then there were three…” rocka progresywnego było już niewiele. W grę wchodzi przede wszystkim „Burning Rope”, szczególnie instrumentalne interludium. W pozostałych utworach tylko w kilku fragmentach można doszukać się progresywnych elementów. Dobrym przykładem może być instrumentalne postludium w „The Lady Lies”. „Down And Out”, pomimo że ogólnie ciąży już w stronę bardziej mainstreamowego grania, ma dość wyszukaną partię perkusji, charakteryzującą się nieparzystym rytmem z metrum na 5/4, który kilka razy ulega zmianom. Jeśli chodzi o bardziej wyraziste fragmenty, to bodaj wszystko. Ewentualnie można wskazać jakieś nawiązania w postaci charakterystycznego brzmienia, aranżacji, aczkolwiek uproszczonych.
Spróbujmy pokrótce porównać „Wind & Wuthering” i „…and then there were three…”. Zauważalna jest wyraźna zmiana tematyki tekstów. Na „…and then there were three…” zazwyczaj jest zdecydowanie bardziej konwencjonalna. Warstwa literacka jest uproszczona. Niektóre liryki mocno ocierają się o banał (np. „Follow You, Follow Me”). Niemal wszystkie utwory grawitują mocno w stronę klasycznej formy piosenkowej. Wyjątkiem jest „Burning Rope” i po trosze „The Lady Lies”. W przypadku drugiego chodzi tylko o dwie ostatnie minuty. Operowanie środkami wyrazu jest bardziej konwencjonalne, zresztą dość typowe dla muzyki popularnej. Następuje odejście od wielowątkowej, dygresyjnej narracji, bogactwa w warstwie dynamicznej. Warto podkreślić brak instrumentalnych kompozycji. Znacznie ograniczono partie instrumentalne w utworach. Świadomie unikano popisów instrumentalnych i długich solówek. Jedyny wyjątek to znowu „Burning Rope”. Bardziej konwencjonalny jest język harmoniczny, uproszczeniu ulega rytmika. Faktura kompozycji staje się bardziej uboga, szczególnie jeśli chodzi o ogólne brzmienie. Niewątpliwie pewien wpływ na ten stan rzeczy miało odejście Steve’a Hacketta.
Biorąc pod uwagę całokształt elementów, dla przeciętnego fana rocka „Wind & Wuthering” był płytą ewidentnie trudniejsza w odbiorze niż „…and then there were three…”. Już w momencie ukazania się „Wind & Wuthering” muzycy ostrzegali, że trzeba się z nim osłuchać. W tym kontekście nie dziwi fakt, że „Wind & Wuthering” odniósł umiarkowany sukces, podczas, gdy „…and then there were three...” wręcz ogromny. Rzecz jasna, swoje zrobił również singiel „Follow You, Follow Me”, który był komercyjną lokomotywą wydawnictwa. Trzeba jednak podkreślić, że cała jego zawartość posiadała znacznie większy potencjał oddziaływania na masy niż poprzednik, który był na jego tle dość hermetyczny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz