19.03.2026
Herbie Hancock do 1968 roku był mocno związany z jazzowym mainstreamem. Na jego solowych albumach, takich jak „Maiden Voyage” i „Speak Like a Child” zauważalna była tendencja do kreowania swoistych „poematów dźwiękowych”. Silne uwrażliwienie na tkankę brzmieniową będzie mogło być twórczo rozwijane w momencie, gdy artysta zacznie elektryfikować swoje instrumentarium. Dzięki wrodzonemu talentowi, kreatywności oraz dużej otwartości na nowe idee osiągnie na tym polu duże sukcesy artystyczne.
Pierwsze próby z lat 1968-1969 były jeszcze dość nieśmiałe. Na nagranym w 1968 roku „Filles de Kilimanjaro” Hancock po raz pierwszy zagrał na elektrycznym fortepianie. Stało się to za sprawą Milesa Davisa, który już w tym czasie myślał o elektryfikacji brzmienia swojego kwintetu. Hancock nie był do tej zmiany przekonany, targały nim liczne wątpliwości. Szybko zorientował się jednak, że elektronika jest środkiem ekspresji, który jest mu bardzo bliski. Dzisiaj, gdy przychodzi nam na myśl elektroniczne instrumentarium w jazzie, Hancock jest niemal jego ucieleśnieniem. „The Prisoner” i „Fat Albert Rotunda” stanowiły wstęp do tego, co nastąpiło w latach 1970-1973. To właśnie wtedy Hancock osiągnął apogeum swoich możliwości. Z Mwandishi zrealizował trzy płyty, które zaliczyć można do absolutnej klasyki fusion. Z nowym kwintetem nagrał „Head Hunters” (1973) - jeden z najlepszych albumów jazz-funkowych i jednocześnie największy jazzowy bestseller lat siedemdziesiątych.
Jesienią 1968 roku Hancock zadebiutował ze stworzonym w trudzie sekstetem, który nie spełniał jednak do końca jego oczekiwań artystycznych. Nie dziwi zatem fakt, że często dochodziło do roszad personalnych. Jedynym muzykiem, który przez dłuższy czas kontynuował z pianistą jego artystyczną podróż był kontrabasista Buster Williams. Przez ponad cztery lata udzielał się w różnych jego projektach, łącznie z tym najistotniejszym, a więc formacją Mwandishi. Odegra także istotną rolę, jako katalizator transformacji duchowej Hancocka, która dokona się w 1972 roku. W momencie, gdy sekstet rozpoczął swoją działalność niewielu dawało mu szansę na dłuższą egzystencję. Menedżer Milesa Davisa był przekonany, że Herbie po emancypacji od swojego wielkiego mentora zdecyduje się na prowadzenie kameralnego tria fortepianowego. Gdy dowiedział się, że właśnie powstał jego sekstet był niemal pewny, że nie przetrwa nawet kilku miesięcy. Głównym problemem były oczywiście finanse. Muzycy jazzowi nie byli dobrze opłacani, natomiast prowadzenie sekstetu wiązało się z niemałymi kosztami. Hancock był jednak zdeterminowany, aby kontynuować swoją działalność właśnie w takiej konfiguracji personalnej. Zależało mu na szerokiej palecie brzmieniowej, w której ważną rolę miała pełnić rozbudowana sekcja dęta (aż trzech instrumentalistów). Skład sekstetu Hancocka wyglądał wówczas następująco: Buster Williams – kontrabas, Johnny Coles – flugelhorn, Garnett Brown – puzon, Joe Henderson – saksofony, Tootie Heath – perkusja.
W ciągu trzech kwietniowych dni 1969 roku muzycy zarejestrowali w Van Gelder Studio nowy album. Zagrało na nim jeszcze dodatkowo pięciu zaproszonych muzyków grających na instrumentach dętych. Najbardziej rozbudowana obsada personalna pojawia się w „Promise of the Sun”, w którym grupa przeobraziła się w nonet. „The Prisoner” okazał się ostatnim albumem nagranym dla Blue Note. Przybrał formę czegoś na kształt koncept albumu. Jego spoiwem był wątek związany z walką o prawa obywatelskie Afroamerykanów. Większość kompozycji została poświęcona Marthinowi Lutherowi Kingowi, którego zastrzelono kilkanaście miesięcy wcześniej. Dla Hancocka była to ważna pozycja. Przede wszystkim z tego względu, że było to jego pierwsze wydawnictwo po opuszczeniu kwintetu Davisa. W sensie stylistycznym nie było zresztą zbyt odległe od tego, co robił Miles na „Filles de Kilimanjaro”. W istocie był to klasyczny post-bop sytuujący się dość daleko od awangardowych eksploracji ówczesnej sceny free jazzowej. Jedynie w kompozycji tytułowej partia solowa Hendersona ociera się o klimaty free jazzowe. Hancock nadal trzyma się grania w konwencji akustycznej. Owszem, pojawia się już elektryczny fortepian, jednak jego rola jest marginalna. Wszystkie partie solowe Herbie gra na akustycznym fortepianie. Jego elektryczny kuzyn jest sprowadzony do jednego z trybików sekcji rytmicznej. Tylko w „He Who Lives in Fear” słychać go nieco więcej.
Na „The Prisoner” Hancock zdaje się dążyć do tego, aby zachować złoty środek między nowoczesnością a tradycją, choć znacznie bliżej mu do mainstreamu. Z pewnością nie jest przełomem, raczej świadectwem stopniowej ewolucji stylu. Hancock wprawdzie eksperymentuje na różnych polach, jednak częstokroć są to jeszcze dość nieśmiałe próby. W grze sekstetu nie czuć niesamowitej chemii, która będzie emanować z nagrań Mwandishi. Być może wynikało to między innymi z tego, że nie wszyscy artyści podzielali wizje muzyczne lidera. „The Prisoner” to płyta, której ewidentnie czegoś brakuje. Prezentuje solidny poziom, jednak do wybitności droga jest jeszcze daleka. Kompozycjom brakuje trochę błysku, nie dziwi zatem fakt, że żadna z nich nie przeszła do kanonu wybitnych osiągnięć pianisty. Być może problemem „The Prisoner” jest fakt, iż jest nazbyt zachowawczy. W 1969 roku Hancock był jeszcze młodym pianistą i powinien bardziej zdecydowanie inkorporować do swojej twórczości różne progresywne idee muzyczne. W czasach, gdy od dawna rozwijał się free jazz i z wolna kiełkował fusion, jego mainstreamowy model jazzu nie mógł być synonimem nowoczesności. Nazbyt często raził półśrodkami podejmowanych działań. Generalnie rzecz biorąc „The Prisoner” był jednak krokiem naprzód. Wprawdzie w sensie stylistycznym różnił się od późniejszych płyt Mwandishi, jednak to właśnie na nim zaczęły się z wolna klarować zręby jego nowej filozofii muzycznej.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Herbie Hancock - The Prisoner (1970)
A1 I Have a Dream (Hancock) 10:58
A2 The Prisoner” (Hancock) 7:57
B1 Firewater (Buster Williams) 7:33
B2 He Who Lives in Fear (Hancock) 6:51
B3 Promise of the Sun (Hancock) 7:52
Skład:
Herbie Hancock – fortepian, elektryczny fortepian
Garnett Brown — puzon
Johnny Coles — skrzydłówka
Joe Henderson – saksofon tenorowy, flet altowy
Buster Williams — kontrabas
Albert „Tootie” Heath — perkusja
Gościnnie:
Jack Jeffers — puzon basowy
Hubert Laws — flet
Romeo Penque — klarnet basowy
Jerome Richardson — klarnet basowy, flet
Tony Studd — puzon basowy

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz