25.01.2026
New romantic w pierwszej połowie lat 80. był nurtem bardzo popularnym. Nie da się ukryć, że nierzadko wzbudzał kontrowersje. Dla jednych był powiewem świeżości, inni kojarzyli go z komercją i kiczem. Tym razem skupię się na jego profilu stylistycznym oraz tekstach.
Na początku lat 80. nastąpił prawdziwy wysyp wykonawców, których, w mniejszym lub większym stopniu, wiązano z nowym stylem. Mark Hollis zakłada Talk Talk, kolejną formacją związaną z klubem „Blitz” był Spandau Ballet, który rychło zyskał światową popularność. Stopniowo zaczęły się również pojawiać zespoły spoza Londynu. W Birmingham na szerokie wody wypłynął Duran Duran, w Basildon pierwsze kroki stawiał Depeche Mode. Już wkrótce nową muzykę grały nie tylko zespoły w Wielkiej Brytanii, ale także w Europie Zachodniej, ba!, nawet w odległej Australii (Icehouse, Real Life, Pseudo Echo). Na przełomie 1981 i 1982 roku moda na new romantic osiągnęła apogeum. W tym okresie nagrania twórców tego nurtu świetnie radziły sobie po obydwu stronach Atlantyku.
Termin „new romantic” jest tyleż nieprecyzyjny, co kontrowersyjny. Ileż to razy krytykom i słuchaczom zdarzało się wieść w swoim gronie zaciekłe spory, czy dany podmiot artystyczny jest częścią tego zjawiska. Razi nieco pretensjonalnością, ale cóż, trzeba przyznać, że był nośny. Na swój sposób nawet efektowny, dlatego też, choćby w sensie marketingowym, dobrze nadawał się na nazwę nowego ruchu. Abstrahując od semantycznych niejednoznaczności, warto bliżej przyjrzeć się specyfice muzyki. Zgrabnie ujął to swego czasu Tomasz Beksiński: Styl stworzony przez nowofalowych użytkowników syntezatorów ochrzczono mianem „new romantic” głownie dlatego, że ci stosunkowo młodzi wykonawcy dość zabawnie łączyli taneczny hedonizm z dekadencją spod znaku „no future”. Gdyby ktoś pokusił się o złośliwą lecz wierną karykaturę typowego „nowego romantyka”, musiałby narysować tańczącego Giaura z syntezatorem pod pachą, śpiewającego o cierpieniach młodego Wertera. Z jednej strony dużo było w tej muzyce emocji, wzruszeń, wręcz cierpiętniczych klimatów, a z drugiej niektórzy piewcy „new romantic” z powodzeniem pełnili rolę efektownych wieszaków na kolorowe ciuchy, przez co stali się dyktatorami mody (vide Duran Duran).
Co ciekawe, wielu jego prominentnych przedstawicieli zdecydowanie odcinało się od łatki „new romantic”. Delikatnie rzecz ujmując, nie przepadali za nią muzycy z Ultravox. Midge Ure w jednym z wywiadów przyznał, że dla nich jest to tylko jeszcze jeden mało znaczący termin, ukuty przez dziennikarzy muzycznych, którzy lubią wszystko szufladkować. Jednocześnie wyznał, że znacznie bardziej przemawia do niego określenie „muzyka europejska”. Tekst „New Europeans” wydaje się w tym względzie szczególnie znamienny. W twórczości Ultravox, na różnych poziomach muzycznego przekazu, takich tropów kulturowych odnajdziemy znacznie więcej. Wdzięcznymi obiektami wiwisekcji mogłyby się stać choćby takie utwory, jak: „Private Lives”, „Passing Strangers”, „Western Promise”, „Vienna”, „Serenade”.
New romantic, jako jedna z odmian pop music, siłą rzeczy był mocno zakorzeniony w paradygmacie twórczości przeznaczonej dla szerokiego grona słuchaczy. Poszczególne elementy składowe muzycznej układanki (harmonia, rytm, melodia, dynamika, agogika) były mocno skonwencjonalizowane. Z rzadka słuchacz był zaskakiwany niestandardowymi rozwiązaniami. Budulec kompozycji opierał się na formie piosenkowej. Zdarzały się wyjątki, najczęściej związane z dokonaniami najambitniejszych przedstawicieli gatunku (np. relatywnie długi instrumentalny utwór Ultravox, „Astrodyne”). Biorąc pod uwagę różne składniki kompozycji, chyba najciekawiej prezentowała się tkanka brzmieniowa.
Na początku lat 80. zauważalna była tendencja do poszerzania elektronicznego instrumentarium. Czasami osiągało to charakter totalny. Akustyczną perkusję wspierano lub zastępowano elektroniczną, później automatem perkusyjnym. Tkanka brzmieniowa została zdominowana przez syntezatory, ważnym elementem był również mocno wyeksponowany rytm. Z dzisiejszej perspektywy są to znaki rozpoznawcze tamtych czasów. Muzyka nierzadko była melancholijna, nostalgiczna, sentymentalna. Tworzyło to specyficzną romantyczną otoczkę, czasami spowitą nimbem tajemnicy. Egzaltacji i ckliwości niejednokrotnie towarzyszył patos. Nie brakowało elementów typowo ludycznych, wszak częstokroć miała to być muzyka do tańca.
O czym śpiewali „nowi romantycy”? Z lubością kontemplowali wyidealizowaną przeszłość - „Remember (Death In The Afternoon)”, często powracał temat związany z przemijaniem („Fade To Grey”, „Passing Strangers”, „The Garden”). Rzecz jasna, mocno eksponowany był wątek dotyczący rozmaitych odcieni miłości. Nie brakowało odniesień do mniej lub bardziej odległej historii. Celował w tym szczególnie OMD. Z jednej strony, były to dramatyczne wydarzenia związane z XX wiekiem – „zimna wojna” na „Dazzle Ships”, zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę w „Enola Gay”, z drugiej, czasy późnego średniowiecza – „Joan Of Arc (Maid Of Orleans)”. Ciekawym świadectwem ówczesnych dylematów moralnych i kryzysu wiary był „Blasphemous Rumours”.
„Nowi romantycy” miewali eskapistyczne ciągotki. Niespecjalnie interesowała ich rewolucyjna retoryka nowego ładu społecznego. „Jutro należy do nas” – to jedno z ich haseł. Nie miało jednak wydźwięku politycznego. Chodziło raczej o zaakcentowanie bardziej optymistycznego sposobu postrzegania świata oraz wiary we własne siły. W porównaniu z przesiąkniętym pesymizmem punkowym „no future” różnica była zaiste fundamentalna. W noworomantycznym świecie było miejsce nie tylko na hedonizm, ale, paradoksalnie, również na nieco zawoalowaną dekadencję. Klimat kreowany na płytach niejednokrotnie sugestywnie wzmacniały teledyski, tym samym stając się ciekawym dokumentem swojej epoki - „Joan Of Arc (Maid Of Orleans)”, „Fade To Grey”, „Vienna”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz