Chick Corea - Now He Sings, Now He Sobs (1968)

 


14.04.2024


Płyty Chicka Corei są rozmaicie odbierane przez słuchaczy. „Uczeni w piśmie” i jazzfani wielokrotnie kruszyli kopie o „Romantic Warrior”, „Hymn Of The Seventh Galaxy czy też awangardowe albumy nagrane z kwartetem Circle. No i dobrze, bo przecież każdy inaczej odbiera muzykę. Tym razem przypomnę płytę, która nigdy nie wywoływała specjalnych kontrowersji.

W ciągu trzech marcowych dni 1968 roku pianista nagrywa swój drugi album studyjny. Tym razem Corea redukuje skład i próbuje swoich sił w konwencji tria. Towarzyszy mu niezwykle uzdolniony czeski kontrabasista Miroslav Vitouš  oraz doświadczony amerykański drummer Roy Haynes. „Now He Sings, Now He Sobs”  to niewątpliwie dowód rozwoju artystycznego pianisty. Jego muzyka staje się coraz bardziej dojrzała, pojawiają się pierwsze zalążki bardziej zindywidualizowanej formy wypowiedzi. Najbardziej dobitnym przykładem powyższych tendencji jest blisko czternastominutowy opener „Steps-What Was”. Corea eksperymentuje z większą formą, sięga także do tradycji muzyki hiszpańskiej. Warto to podkreślić, bowiem już wkrótce będą to konstytutywne cechy jego języka muzycznego. „Hiszpańskie” interludium w „Steps-What Was” nieodparcie kojarzy się z fragmentami „La Fiesty”. Ba, zdaję się wręcz być szkicem z pomysłami do tego arcyklasyka.

„Matrix” to nic innego jak nowoczesny mainstream. Corea będzie jeszcze wracał do tej kompozycji – choćby w czasie koncertów pierwszej inkarnacji Return To Forever. Zachowała się także jego „unowocześniona” wersja z okresu sesji do „Light As A Feather”, zdecydowanie bliższa konwencji fusion. Kompozycja tytułowa oraz „Now He Beats The Drum, Now He Stops” to bardziej tradycyjne wcielenie Corei. Z kolei zamykający album „The Law Of Falling And Catching Up” okazuje się niespodziewanym wypadem w stronę awangardy. Totalna improwizacja, niestandardowe poszukiwania sonorystyczne, preparowany fortepian, nowoczesne harmonie –  to ewidentna zapowiedź przyszłego radykalnego stylu artysty z lat 1969-1971. Wczesne oblicze artysty było zatem niejednorodne pod względem stylistycznym. Z czasem okaże się, że taka jest specyfika jego muzyki. Corea żywo  interesował się różnymi nurtami i tradycjami muzycznymi, ponadto był artystą niezwykle wszechstronnym. Dzięki temu doskonale radził sobie na różnych polach muzycznych.

„Now He Sings, Now He Sobs” był wyrazistym potwierdzeniem rozwoju artysty. Płyta młodego pianisty nie uszła uwadze bodaj najważniejszej postaci  na ówczesnej jazzowej scenie. Niespodziewanie do swojego kwintetu zaprasza go sam Miles Davis (zarekomendował go jego ówczesny perkusista, Tony Williams). Było to przełomowe wydarzenie w karierze pianisty. W grupie Davisa Corea nie rozwinie się jako kompozytor, choć z pewnością szalenie instruktywny musiał być dla niego sam proces powstawania nowej muzyki. Najważniejsze nie było również doskonalenie techniki, bowiem dla Milesa wirtuozeria nie była istotnym punktem odniesienia. Corea miał możność odkryć wiele tajników ze sztuki Davisa – uczył się wspólnego muzykowania, wsłuchiwania się w grę członków zespołu. Przydatne mogły być również spostrzeżenia związane z tym, jak należy prowadzić jazzowe combo –  wszak w tym zakresie Miles Davis był wzorcowym przykładem.


Ocena: 8/10


----------------------------------------------------------------------------------------------------

Chick Corea - Now He Sings, Now He Sobs (1968)

 

1. Steps - What Was – 13:53

2. Matrix – 6:29

3. Now He Sings, Now He Sobs – 7:05

4. Now He Beats the Drum, Now He Stops – 10:40

5. The Law of Falling and Catching Up – 2:28

 

Skład:

Chick Corea – fortepian

Miroslav Vitouš – kontrabas

Roy Haynes – perkusja



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz